Aukcje internetowe w Polsce
|
16.05.2012. |
Z zakupów grupowych korzysta już sześć milionów Polaków. To sukces organizatorów, którzy muszą teraz nadążyć za ekspansją smartfonów, zapomnieć o papierowych kuponach i wzbogacić ofertę.
Wychodzimy na miasto, bo pora coś zjeść. Gdzie dziś będą promocje? Wystarczy włączyć odpowiednią aplikację na smartfonie, który, dzięki funkcji zwanej geolokalizacją, określa nasze położenie. Po chwili na interaktywnej mapie widzimy, że 200 m od nas 20 proc. zniżki jeszcze przez pół godziny oferuje pizzeria. Jeśli pójdziemy kawałek dalej, zjemy taniej niż zwykle sushi, choć trzeba się spieszyć z wyborem, bo dzisiejszy limit rabatów zaraz się wyczerpie. Chwila namysłu i kupujemy wybrane danie. Nasza karta kredytowa zostaje natychmiast obciążona, a na ekranie komórki wyświetla się specjalny kod, który będzie zeskanowany przez kelnera w restauracji. Zazwyczaj o tej porze nie ma w niej wiele osób, ale tym razem prawie wszystkie stoliki są zajęte. Nic dziwnego, bo nasi znajomi też przeczesali lokale, korzystając z telefonu. Pozostaje pytanie, jakie oferty dostępne będą jutro w naszej okolicy? Tak ma wyglądać przyszłość zakupów grupowych, także w Polsce. Na razie takie usługi szeroko rozwinęły się w USA, u nas są testowane. W Stanach Zjednoczonych już co czwarty kupon uprawniający do zniżki kupowany jest przez komórkę albo tablet. W Polsce wciąż dominuje tradycyjny model zakupów grupowych. Przeglądamy różne strony w komputerze w domu czy pracy, wybieramy ofertę, płacimy kartą lub przelewem i drukujemy kupon. Niedawno zakupy grupowe obchodziły w Polsce drugie urodziny. W kwietniu 2010 r. wystartowały Gruper, założony m.in. przez współtwórcę Wirtualnej Polski, oraz polski oddział światowego giganta Groupona. Co ciekawe, mimo uruchomienia dziesiątek kolejnych serwisów te dwa pierwsze wciąż pozostają liderami branży. Bezsprzecznie numerem jeden jest Groupon, który, według różnych szacunków, kontroluje od 60 do nawet 75 proc. zakupów grupowych w Polsce. Oficjalnych danych, dotyczących tylko naszego kraju, notowany na amerykańskiej giełdzie NASDAQ Groupon nie ujawnia. Drugą pozycję zajmuje Gruper, a na trzecim miejscu jest uruchomiony przez Allegro Citeam. Te trzy serwisy to razem ponad 90 proc. polskich zakupów grupowych. Jednak ich dominacja nie odstrasza kolejnych chętnych, bo w sumie działa u nas przynajmniej sto stron kuszących znacznymi rabatami. Każdego miesiąca jedne powstają, a inne zostają zamknięte, bo ich właściciele nie chcą już dłużej dokładać do interesu. Zyski przynoszą bowiem tylko najwięksi.
Wiele wskazuje, że dominacja kilku serwisów na razie będzie niezagrożona. - Duzi gracze mają mocną pozycję i nie widzą sensu w kupowaniu małych. Żeby wejść na ten rynek, trzeba na początku sporo zainwestować. Potrzebny jest zespół dobrych handlowców, którzy będą podpisywać umowy z przedsiębiorcami i negocjować warunki współpracy - mówi Paweł Lipiec z portalu Ecommerce.edu.pl, zajmującego się handlem internetowym. Niektórzy widzą dla siebie szansę w otwieraniu serwisów tematycznych, zajmujących się tylko jedną branżą, albo lokalnych, ograniczonych do konkretnego miasta. - Zgłaszają się do nas portale, które oferują coraz bardziej niszowe produkty i usługi, na przykład serwisy ze zniżkami dla mam i dzieci, sprzedające kupony na książki, uprawianie sportów ekstremalnych czy rabaty na produkty dla zwierząt- mówi Kamil Kaniuk z GoDealla.pl, agregatora zbierającego i wyświetlaj ącego w j ednym miej scu oferty z różnych stron zakupów grupowych. Problemwtym, że jeśli najmocniejsi gracze dostrzegą sukces małych serwisów, z pewnością zrobią wszystko, żeby przejąć ich klientów. Mają wręku mocny atut, bo to dużym i silnym łatwiej jest uzyskiwać największe rabaty. A to właśnie ich imponująca wysokość zdecydowała o sukcesie zakupów grupowych. Większość serwisów żąda obniżek cen przynajmniej o 50 proc. Wtedy gotowe są zamieszczać na swoich stronach oferty przedsiębiorców. Do tego dochodzi jeszcze ich prowizja, która w przypadku Groupona czy Grupera wynosi nawet połowę kwoty, jaką wydajemy na kupon. Nieco tańsze są mniejsze portale, które zazwyczaj zadowalają się prowizją w wysokości 10-20 proc. Nietrudno policzyć, że przedsiębiorca współpracujący z serwisami godzi się na zdecydowanie niż- • • sze przychody - nawet o 75-80 proc. w porównaniu ze standardowymi cenami. Często sprzedaje swoje usługi bez zysku, a bywa, że poniżej kosztów. Z tego powodu wiele firm patrzy na tę formę działalności, czy też raczej reklamy, sceptycznie. - Zakupy grupowe są często traktowane jako jedna z dodatkowych możliwości sprzedaży produktów czy usług. To poważny błąd, który, zwłaszcza na początku, popełniało wielu przedsiębiorców - zwraca uwagę Paweł Lipiec. - W rzeczywistości zakupy grupowe to tak naprawdę inwestycja, której celem ma być zdobycie nowego klienta. Warto dać mu za pierwszym razem olbrzymi rabat, bo jeśli musie spodoba, wróci i będzie dalej korzystać już na normalnych warunkach. Na rynku zakupów grupowych walka o klientów ciągle się zaostrza. Jak wynika z danych Polskich Badań Internetu, tego typu serwisy odwiedza przynajmniej raz w miesiącu już 6 min Polaków. 0 ile na starcie ta liczba szybko rosła, to od połowy minionego roku utrzymuje się na stałym poziomie. Kto do zakupów grupowych się przekonał, będzie z nich korzystał. Jednak na razie dwie trzecie polskich internautów nie jest nimi zainteresowanych. Z powodu rozdrobnienia rynku trudno precyzyjnie określić, jak dużo rabatowych kuponów sprzedają wszystkie portale. PAP szacuje, że łączne przychody serwisów zakupów grupowych wyniosły w ubiegłym roku 345 min zł, z czego dwie trzecie trafiło do Groupona. Natomiast eksperci GoDealla.pl uważają, że wpływy portali zakupów grupowych w 2011 r. to 325 min zł, zaś Groupon dostał 60 proc. tej kwoty. Z jednej strony to imponujące wyniki, z drugiej warto pamiętać, że cały polski rynek handlu internet owego wart jest 18 mld zł, więc zakupy grupowe stanowią niewielką, choć rosnącą część.
Liczba komentarzy (0) - Dodaj komentarz do artykułu: |
|
Czytaj całość…
|
|
|
MOBILNA WERSJA STRONY INTERNETOWEJ...ALE PO CO?! |
|
16.05.2012. |
Polscy przedsiębiorcy nie widzą korzyści płynących z optymalizacji stron internetowych pod kątem użytkowników tabletów czy smartphone'ów. Zaledwie co czwarty respondent badania przeprowadzonego na zlecenie firmy l&l Internet przyznaje, że zoptymalizowanie firmowego serwisu pod kątem użytkowników smartphone'ów przyczyniłoby się do wzmocnienia wartości marki i wzrostu przychodów ze sprzedaży...
Spośród ponad 500 przedstawicieli przebadanych firm, prawie połowa nigdy nie sprawdzała tego, jak prezentuje się ich serwis wyświetlony na ekranie smartphone'a. Ci natomiast, którzy to zrobili, nie są zadowoleni z wyglądu i funkcjonalności. Co ciekawe, jedynie 42 proc. planuje w najbliższym roku wprowadzić zmiany na stronie internetowej, a jedynie co czwarty właściciel firmowego serwisu uważa, że jego mobilna wersja przyczyniłaby się do wzmocnienia wartości marki czy wzrostu przychodów ze sprzedaży. Popularność smartphone'ów rośnie W ostatnich latach można zaobserwować ogromny wzrost popularności urządzeń mobilnych. Spośród przebadanych przedstawicieli małych i średnich firm, ponad połowa przyznaje, że korzysta ze smartphone'ów do przeglądania treści internetowych w celach prywatnych. Co trzeci sprawdza za ich pomocą pocztę elektroniczną, a podobny odsetek czyta bieżące wiadomości i szuka informacji. Urządzenia mobilne cieszą się większym uznaniem wśród użytkowników płci męskiej. W czasie wolnym korzysta z nich 58 proc. mężczyzn i 42 proc. kobiet biorących udział w ankiecie. Popularność smartphone'ów jest również silnie zróżnicowana w zależności od miejsca pochodzenia przebadanych przedstawicieli firm. Najwięcej ich zwolenników znajduje się na terenie województwa świętokrzyskiego, natomiast najmniej na Podlasiu. Co ciekawe, popularność urządzeń mobilnych nie jest zależna od wielkości firmy. Równie często używają ich pracownicy kilkuosobowych podmiotów gospodarczych, jak i przedsiębiorstw zatrudniających ponad 200 osób. Przedsiębiorcy nie dbają o użytkowników smartphone'ów Obserwowane wzrosty liczby użytkowników urządzeń mobilnych nie przekładają się jednak na popularność mobilnych wersji stron internetowych. Właściciele przedsiębiorstw nie są świadomi zalet posiadania firmowych serwisów zoptymalizowanych pod kątem urządzeń przenośnych. Dość zaskakujący wydaje się fakt, iż jedynie 47 proc. respondentów wspominanego badania zainteresowało się wyglądem i funkcjonalnością strony internetowej wyświetlonej na ekranie smartphone'a. Najmniej uwagi swojej firmowej stronie poświęcili przedsiębiorcy z Podkarpacia, Podlasia i Wielkopolski - ich wygląd w wersji mobilnej sprawdziło 37 proc. przedstawicieli firm z pierwszego województwa i 40 proc. z dwóch pozostałych regionów. Jakość pozostawia wiele do życzenia Spośród osób, które widziały stronę internetową swojej firmy wyświetloną na urządzeniu mobilnym, znaczna część jest świadoma jej niedoskonałości. Jedynie 10 proc. polskich przedsiębiorców jest w pełni usatysfakcjonowanych z wyglądu i funkcjonalności swojej firmowej strony. Prawie połowa respondentów przyznaje, że wygląd serwisu jest ograniczony, a jego jakość pozostawia wiele do życzenia. Mimo to jedynie 42 proc. właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw planuje wprowadzić zmiany na swojej stronie internetowej pod kątem użytkowników urządzeń mobilnych. Najmniej zastrzeżeń co do wyglądu firmowego serwisu mają przedsiębiorcy z Opolskiego i Dolnego Śląska. Odpowiednio 24 i 23 proc. przedstawicieli firm z tych województw wykazuje zadowolonie z jakości swoich stron WWW. Najbardziej krytyczni są natomiast przedsiębiorcy z Małopolski i Mazowsza. W tych regionach jedynie 3 proc. przebadanych osób uważa swój firmowy serwis za w pełni odpowiadający oczekiwaniom. Jakie korzyści? Niewielu przedsiębiorców biorących udział w badaniu widzi również związek między bardziej mobilną wersją swojej strony internetowej a rozwojem prowadzonego biznesu. Zaledwie co czwarty respondent przyznaje, że zoptymalizowanie firmowego serwisu pod kątem użytkowników smartphone'ów przyczyniłoby się do wzmocnienia wartości marki i wzrostu przychodów ze sprzedaży. Jednocześnie 20 proc. uważa, że byłaby ona podstawą do lepszego zwrotu z inwestycji w firmowy serwis. Nieco więcej badanych zgadza się, że mobilna wersja strony internetowej przyczyniłaby się do większej widoczności on-line (48 proc.) i dostępu do różnych grup klientów (40 proc). Dodatkowo niewielką popularnością cieszą się narzędzia przydatne dla użytkowników smartphone'ów. Zaledwie 7 proc. właścicieli przedsiębiorstw deklaruje, że firmowy serwis jest zintegrowany z aplikacjami mobilnymi takimi, jak choćby Allegro na telefon. Nieduże jest również zainteresowanie funkcją sklepu internetowego dostosowanego do urządzeń mobilnych (12 proc.) oraz funkcją zgłaszania do lokalnych katalogów firm (15 proc). Nieco większe uznanie zdobyła jedynie możliwość podania adresu firmy w wynikach wyszukiwania, np. Google, oraz mapy z lokalizacją, które posiada prawie połowa przebadanych serwisów. Jak to wygląda w Europie i USA? Poziom optymalizacji stron internetowych pod kątem użytkowników urządzeń mobilnych wyraźnie rożni się w poszczególnych krajach. Największy odsetek przebadanych przedstawicieli małych i średnich firm zainteresował się wyglądem i funkcjonalnością swojego firmowego serwisu w Hiszpanii (58 proc), a najmniejszy w Niemczech (31 proc). Nasi zachodni sąsiedzi są również najbardziej sceptyczni w przypadku związku między mobilną wersją strony internetowej a rozwojem prowadzonego biznesu. Połowa osób biorących udział w badaniu nie dostrzega żadnych potencjalnych korzyści z optymalizacji firmowego serwisu. Kontrastuje to wyraźnie z postawą firm amerykańskich, z których prawie jedna trzecia prezentuje stanowisko, iż strona WWW przyjazna użytkownikom mobilnym może bezpośrednio wpłynąć na wzrost przychodów ze sprzedaży. Mobilny dostęp do internetu to silny trend, który każda firma powinna wykorzystać z pożytkiem dla rozwoju swojego biznesu. Niezależnie od wielkości czy profilu działalności firmy przedsiębiorcy powinni zapewnić dostępność on-line zawsze i wszędzie, gdy konsument tego potrzebuje. Ważne jest także, aby zwrócić uwagę na to, czy firmowe strony internetowe wyświetlane na urządzeniach mobilnych szybko się ładują, działają prawidłowo i prezentują się atrakcyjnie.
Badanie zostało przeprowadzone przez brytyjską agencję badawczą Opinion Matters na zlecenie tirmy 1&1 Internet. Realizowano je w czasie od 16 do 22 marca 2012 roku, objęło swoim zasięgiem całą Polskę. Reprezentatywną próbę badania stanowiło 501 przedsiębiorstw zatrudniających od 1 do 249 pracowników.
Źródło: Brief | 16.5.2012 | Rubryka: MOBILE MARKETING | Strona: 46 | Autor: RICHARD STEVENSON | Temat: Aukcje internetoweLiczba komentarzy (0) - Dodaj komentarz do artykułu: |
|
|
Nagrody za lojalność słono kosztują |
|
16.05.2012. |
|
ZAKUPY Na programach lojalnościowych zarabiają sklepy, a nie klienci. Dlatego zanim z nich skorzystamy, policzmy, czy nam się to opłaca
Patelnia za 9,5 tysiąca złotych, rower nagroda za zatankowanie 126 tysięcy litrów paliwa. Nadal myślisz, że udział w programach lojalnościowych ci się opłaca? Kto jak kto, ale Polacy lubią być przez sklepy premiowani. Dlatego bardzo chętnie korzystamy z programów lojalnościowych. Karty uprawniające do rabatów ma już przeszło 40 proc. z nas – wynika z danych ARC Rynek i Opinia. Co nas przyciąga? Na pierwszym miejscu stoi możliwość wymiany punktów na pieniądze (21 proc.), następnie otrzymanie natychmiastowego rabatu (18 proc.) oraz nagrody rzeczowej (16 proc.). A skoro już wiemy, że takie programy lubimy, to teraz sprawdźmy, czy nam się one opłacają. Pod lupę bierzemy Payback, jeden z największych programów lojalnościowych, z którego korzysta wiele sieci handlowych, m.in. supermarkety Real, stacje BP, portal Allegro czy Empik.
Nagrody warte tysiące złotych
Zasada jego działania jest prosta – w zamian za zrobione tam zakupy czy zatankowane paliwo dostajemy punkty, które potem możemy wymienić na nagrody. Np. na stacjach benzynowych BP za 2 litry paliwa dostajemy 3 punkty. Im więcej punktów uzbieramy, tym na atrakcyjniejszą możemy liczyć nagrodę. I tak zdobywając 2450 punktów możemy otrzymać patelnię Olkusz. Ale teraz liczymy – by ją dostać, trzeba zatankować 1633 litry paliwa. Średnia cena benzyny – 5,89 zł, czyli musimy wydać 9,5 tys. zł, by dostać patelnię wartą – uwaga – ok. 80 zł. Nie lada cierpliwością trzeba się wykazać, by dostać rower górski – w tym przypadku trzeba uzbierać 189 999 punktów. To oznacza, że samego paliwa musimy zatankować 126 tys. litrów. By „zapracować” na ten rower, trzeba by lać paliwo na stacji tej firmy przez 100 lat. Ile wart jest rower? Około 2,5 tys. zł.
Liczy się klient?
– Cała idea programu lojalnościowego polega na tym, że za wydane pieniądze dostajemy coś w zamian. Ale niezbyt wiele, to zaledwie ułamek wydanej kwoty. Korzystanie z takich programów i zbieranie punktów ma sens wtedy, gdy w danym sklepie i tak byśmy robili zakupy, nawet gdybyśmy za to nie dostawali punktów. Bo zyskujemy coś przy okazji – wyjaśnia Paweł Majtkowski, analityk Expandera. Na programach lojalnościowych mają korzystać sklepy, nie klienci. To dzięki nim przywiązują do siebie kupujących, którzy np. mimo wyższych cen to właśnie tu, mając przed oczami wizję nagrody, będą robić zakupy. To także sposób pozyskiwania przez sklepy informacji o nas, klientach – o tym, co kupujemy, ile pieniędzy wydajemy. Wszystko po to, byśmy z zakupowej sieci przypadkiem im nie czmychnęli.
BY ZAPRACOWAĆ NA NAGRODĘ, MUSISZ WYDAĆ NAWET STO RAZY WIĘCEJ, NIŻ JEST ONA WARTA Replika piłki nożnej na EURO 2012 11 499 pkt musisz wydać 22 998 zł wartość nagrody 65 zł Kamera Logitech HD C270 internetowa 11 999 pkt musisz wydać 23 998 zł wartość nagrody 120 zł Mikser PHILIPS HR1560/ręczny 55 12 999 pkt musisz wydać 25 998 zł wartość nagrody 122zł Urządzenie do Kärcher czyszczenia WV okien 50 plus 29 999 pkt musisz wydać 59 998 zł wartość nagrody 300 zł Walizka Samsonite długości z serii S'cape 50cm o 11 499 pkt musisz wydać 22 998 zł wartość nagrody 250 zł ( wyliczenia własne na podstawie katalogu nagród Payback, (2 zł - 1 pkt))
Źródło: Fakt | 16.5.2012 | Rubryka: Fakt pieniądze | Strona: 2 | Autor: Justyna Węcek | Temat: Aukcje internetowe Liczba komentarzy (0) - Dodaj komentarz do artykułu: |
|
|
Oszukiwał przez gadu-gadu |
|
15.05.2012. |
Wczoraj 25-letni Mateusz J. usłyszał prawomocny wyrok. Za oszustwa na szkodę dziesięciu osób z całego kraju białostoczanin został skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. W czasie internetowych pogawędek w pierwszej połowie 2010 roku Mateusz J. podszywał się pod znajomych lub członków rodziny pokrzywdzonych. Prosił ich o wysyłanie sms-ów pod rzekomo bezpłatny numer, dzięki którym 25-latek miał dostać od swojego operatora darmowe minuty na komórkę. Okazało się jednak, że w ten sposób Mateusz J. zdobywał kody, które były mu potrzebne w wirtualnych grach. Mało tego. Oskarżony sprzedawał je również innym osobom na aukcjach internetowych. I tak zarabiał. Pokrzywdzeni, którzy dali się nabrać, dostali gigantyczne rachunki za telefon. Najbardziej pokrzywdzony musiał zapłacić prawie pięć tysięcy złotych. Tak sprawa wyszła na jaw.
Źródło: Kurier Poranny | 15.5.2012 | Rubryka: Białystok | Strona: 6 | Autor: MW | Temat: Aukcje internetoweLiczba komentarzy (0) - Dodaj komentarz do artykułu: |
|
| | |